poniedziałek, 13 stycznia 2014

Anne Rice wraca do pisania powieści erotycznych


Przez to, że wszędzie nas otaczają książki E.L. James „50 twarzy Gray’a”, można by pomyśleć, że to ona – jako pierwsza autorka – zaczęła maczać palce w zakazanym gatunku komercyjnej fikcji erotycznej BDSM. 

Nic bardziej mylnego bowiem pas championa dzierży Anne Rice, która stworzyła bestsellerową serię powieści erotycznych pod pseudonimem A.N. Roquelaure.


I myli się ten, kto pomyślał, że to jakaś poboczna praca na drodze do zostania uznana pisarką. Rice świętowała już sukces „Wywiadu z wampirem” i kiedy kilka jej kolejnych książek nie spotkało się z tak ciepłym przyjęciem, zdecydowała się powrócić do swojego zainteresowania erotyką i wydała trylogię o Śpiącej Królewnie. I te właśnie książki okazały się dużym sukcesem. Nie powinno więc być dla nikogo zaskoczeniem, że powraca do pseudonimu Roquelaure i do erotyki, co ogłosiła na swoim profilu na Facebooku. Tym razem autorka nie ukrywa swojej tożsamości i bez zażenowania podejmuje dyskusję o przyjemności, jaką czerpie z tego gatunku.

W roku 2012 w wywiadzie dla „Anne Rice Examiner” zapytana, dlaczego zdecydowała się napisać trylogię o Śpiącej Królewnie, Rice odpowiedziała: „Napisałam ją, ponieważ pomyślałam, że większość książek pornograficznych to:
1) klasyki w klimatach wiktoriańskich przedstawione na nowo lub
2) dziełka ciosane przez ludzi bez fantazji. Dlatego zdecydowałam się napisać taką pornografię, jaką sama chciałabym czytać, żeby dowieść, że fabuła dobrego porno w klimatach S&M możne powstać bez morderstw, podpaleń, cięcia czy innych szkód fizycznych; że smakowite porno z detalami zabaw S&M – dominacji i poddania, upokorzenia i miłości – można stworzyć elegancko, z wyrafinowaniem i odrobiną romansu. Stworzyłam bajkowe królestwo luksusowych komnat, wspaniałych kostiumów i przystojnych, pięknych niewolników, świat przepełniony romansami, odrobiną intrygi, detalami odnoszącymi się do seksu. Chciałam, żeby to była świetna zabawa”. 

Nie znam trylogii o Śpiącej Królewnie, ale znam skalę sukcesu, jaki odniosła Rice. Skalę, której rozpiętość sięga 30 powieści. Rice ma status jednego z nielicznych autorów literatury o wampirach, który jest traktowany poważnie. 

Czy E.L. James powinna się obawiać powrotu Rice na scenę erotyki BDSM?

5 komentarzy:

  1. A ja znam tę trylogię i przynam, że może być, choć ja osobiście nie gustuję w tego typu literaturze :) Czy jej powrót do erotyki będzi spektakularny, to się chyba dopiero okaże ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja czytałam zaś jej "Exit to Eden" pod pseudonimem Anne Rampling. To była hardcorowa lektura ale swoją drogą polecam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. E.L. James raczej blado wypada przy Anne Rice, już w Kronikach Wampirzych potrafiła pokazać pazury:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Okej, jest nadzieja dla tego gatunku... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie trylogia o Śpiącej Królewnie to absolutne mistrzostwo gatunku, połączenie baśniowego klimatu z bardzo perwersyjnymi scenami dało mieszankę urzekającą. Ale trzeba tu dodać, że duża też w tym zasługa naszych tłumaczy, którzy nie tylko nie zepsuli oryginału, ale wyczarowali wspaniały klimat.Z radością będę wyczekiwał czwartego tomu, mam nadzieję że ukaże się jeszcze w tym roku.

    OdpowiedzUsuń